22 październik 2015

Największe prawne błędy start-upów

Udostępnij

Wbrew obiegowej opinii, dla sukcesu start-upu nie są wystarczające rewolucyjny pomysł i zapał. Niezbędna jest jeszcze przynajmniej podstawowa wiedza o prawie – tak, by na skutek działań wspólników lub inwestora nie zostać z niczym.

Największe prawne błędy start-upów
Wbrew obiegowej opinii, dla sukcesu start-upu nie są wystarczające rewolucyjny pomysł i zapał. Niezbędna jest jeszcze przynajmniej podstawowa wiedza o prawie – tak, by na skutek działań wspólników lub inwestora nie zostać z niczym.
1. Brak umowy ze wspólnikami.
Początkujący start-upowcy rzadko zawierają umowy ze współpomysłodawcami. Znacie się od lat, ufacie sobie, chcecie rozwijać swój świetny pomysł, wierzycie, że będziecie zawsze wspólnie pracować – „dopóki śmierć was nie rozłączy". Jednak biznes to nie małżeństwo (a poza tym niektóre małżeństwa kończą się rozwodem). Dlatego warto myśleć z wyprzedzeniem i podpisać umowę „założycielską", w której określicie m.in.:
jakie są ogólne cele waszego biznesu,
jakie będą role poszczególnych osób – kto będzie prezesem, kto dyrektorem technicznym, a kto będzie parzył kawę,
jaki wkład (finansowy, rzeczowy, intelektualny) wnosi każdy z założycieli do przedsięwzięcia,
co stanie się z udziałami jednego z pomysłodawców, jeżeli zdecyduje się rozstać ze wspólnikami,
co się stanie, jeżeli jeden ze współzałożycieli nie wypełnia należycie swoich obowiązków.
Gdyby wszyscy startupowcy zawierali takie umowy, niektóre startupy mogłyby wyglądać dziś zupełnie inaczej (np. Facebook).
2. Brak weryfikacji inwestora.
Tak jak ze wspólnikami, twórca startupu będzie mocno związany ze swoim inwestorem. Jego przedstawiciele będą prawdopodobnie przez klika lat zasiadać w zarządzie startupowej spółki. Dlatego przed przyjęciem jakichkolwiek pieniędzy, warto dowiedzieć się jak najwięcej o swoim „dobrodzieju" i jego reprezentantach, zwłaszcza dotrzeć do innych startupów, które korzystały z ich finansowania. Weryfikacja wiarygodności inwestora oraz jego spojrzenia na biznes pozwoli uniknąć niepotrzebnych tarć i przykrych rozczarowań.
3. Niezawieranie umów na piśmie.
W XXI wieku brzmi to niewiarygodnie, ale z prawnego punktu widzenia warto, aby wszystkie umowy zawierać w formie pisemnej. W przypadku jakiegokolwiek sporu istotnie ułatwi to udowodnienie swoich racji lub wyjaśnienie wątpliwości. „Forma pisemna" oznacza, że po zakończeniu negocjacji wszyscy ich uczestnicy powinni podsumować ustalenia i podpisać się pod nimi. Jeżeli uczestnicy negocjacji znajdują się w różnych stronach świata – idealnie byłoby, gdyby przesłali sobie podpisane egzemplarze umowy tradycyjną pocztą. Trzeba pamiętać, że czasami umowy, które nie mają formy pisemnej, są w świetle prawa nawet nieważne (np. niektóre umowy dotyczące praw autorskich). Oczywiście, dla bieżących, „roboczych" ustaleń zwykle wystarczający jest e-mail (albo inna forma pozwalająca na łatwy wydruk) – należy tylko dopilnować, aby taka korespondencja określała jednoznaczne stanowisko drugiej strony (i robić backupy).
4. Nieczytanie umów.
Kardynalnym grzechem początkujących startupowców jest nieczytanie tego, co podpisują. Zawsze trzeba dać sobie czas na spokojne zapoznanie się z danym dokumentem i zrozumienie go. Jeżeli jakiejś kwestie są niejasne, nie należy podpisywać umowy, lecz poprosić o doprecyzowanie – lub skonsultować się z prawnikiem. Podpisanie „w ciemno" może bardzo dużo kosztować.
5. Brak wyboru właściwej prawnej formy działalności.
Jedną z pierwszych decyzji, jakie musi podjąć założyciel startupu, jest określenie, w jaki sposób chce działać. Często ten kształt narzuca inwestor, ale warto wiedzieć, że w Polsce można wybierać spośród kilku form prowadzenia działalności. Każda z nich ma swoje dobre i złe strony. Niewłaściwy wybór może oznaczać trudniejsze formalności, wyższe podatki, surowszą odpowiedzialność itp. 
Na przykład rozpoczęcie działalności jako tzw. indywidualny przedsiębiorca wiąże się ze stosunkowo szybką i prostą rejestracją i w zasadzie brakiem opłat urzędowych. Taka forma oznacza jednak pełną odpowiedzialność za wszystkie zobowiązania wynikające z prowadzenia biznesu. Pod tym względem bardziej korzystna może wydawać się spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Odpowiedzialność wspólników jest w niej ograniczona do wysokości tzw. kapitału zakładowego. Koszty rozpoczęcia działalności w tej formie są jednak wyższe, nie jest to również spółka najatrakcyjniejsza podatkowo.
Cdn. 
W przyszłym miesiącu m.in. o zabezpieczeniu praw autorskich, zatrudnianiu pracowników i podatkach.
Artykuł pochodzi z serwisu www.PortalPrawaIT.com prowadzonego przez Kancelarię Lubasz i Wspólnicy.
Autor artykułu:
Natalia Zawadzka, adwokat, Lubasz i Wspólnicy - Kancelaria Radców Prawnych

Wbrew obiegowej opinii, dla sukcesu start-upu nie są wystarczające rewolucyjny pomysł i zapał. Niezbędna jest jeszcze przynajmniej podstawowa wiedza o prawie – tak, by na skutek działań wspólników lub inwestora nie zostać z niczym.

Największe błędy prawne start-upów 

1. Brak umowy ze wspólnikami

Początkujący start-upowcy rzadko zawierają umowy ze współpomysłodawcami. Znacie się od lat, ufacie sobie, chcecie rozwijać swój świetny pomysł, wierzycie, że będziecie zawsze wspólnie pracować – „dopóki śmierć was nie rozłączy". Jednak biznes to nie małżeństwo (a poza tym niektóre małżeństwa kończą się rozwodem). Dlatego warto myśleć z wyprzedzeniem i podpisać umowę „założycielską", w której określicie m.in.:

jakie są ogólne cele waszego biznesu,

jakie będą role poszczególnych osób – kto będzie prezesem, kto dyrektorem technicznym, a kto będzie parzył kawę,

jaki wkład (finansowy, rzeczowy, intelektualny) wnosi każdy z założycieli do przedsięwzięcia,

co stanie się z udziałami jednego z pomysłodawców, jeżeli zdecyduje się rozstać ze wspólnikami,

co się stanie, jeżeli jeden ze współzałożycieli nie wypełnia należycie swoich obowiązków.

Gdyby wszyscy start-upowcy zawierali takie umowy, niektóre start-upy mogłyby wyglądać dziś zupełnie inaczej (np. Facebook).

2. Brak weryfikacji inwestora

Tak jak ze wspólnikami, twórca start-upu będzie mocno związany ze swoim inwestorem. Jego przedstawiciele będą prawdopodobnie przez klika lat zasiadać w zarządzie start-upowej spółki. Dlatego przed przyjęciem jakichkolwiek pieniędzy, warto dowiedzieć się jak najwięcej o swoim „dobrodzieju" i jego reprezentantach, zwłaszcza dotrzeć do innych start-upów, które korzystały z ich finansowania. Weryfikacja wiarygodności inwestora oraz jego spojrzenia na biznes pozwoli uniknąć niepotrzebnych tarć i przykrych rozczarowań.

3. Niezawieranie umów na piśmie

W XXI wieku brzmi to niewiarygodnie, ale z prawnego punktu widzenia warto, aby wszystkie umowy zawierać w formie pisemnej. W przypadku jakiegokolwiek sporu istotnie ułatwi to udowodnienie swoich racji lub wyjaśnienie wątpliwości. „Forma pisemna" oznacza, że po zakończeniu negocjacji wszyscy ich uczestnicy powinni podsumować ustalenia i podpisać się pod nimi. Jeżeli uczestnicy negocjacji znajdują się w różnych stronach świata – idealnie byłoby, gdyby przesłali sobie podpisane egzemplarze umowy tradycyjną pocztą. Trzeba pamiętać, że czasami umowy, które nie mają formy pisemnej, są w świetle prawa nawet nieważne (np. niektóre umowy dotyczące praw autorskich). Oczywiście, dla bieżących, „roboczych" ustaleń zwykle wystarczający jest e-mail (albo inna forma pozwalająca na łatwy wydruk) – należy tylko dopilnować, aby taka korespondencja określała jednoznaczne stanowisko drugiej strony (i robić backupy).

4. Nieczytanie umów

Kardynalnym grzechem początkujących start-upowców jest nie czytanie tego, co podpisują. Zawsze trzeba dać sobie czas na spokojne zapoznanie się z danym dokumentem i zrozumienie go. Jeżeli jakiejś kwestie są niejasne, nie należy podpisywać umowy, lecz poprosić o doprecyzowanie – lub skonsultować się z prawnikiem. Podpisanie „w ciemno" może bardzo dużo kosztować.

5. Brak wyboru właściwej prawnej formy działalności

Jedną z pierwszych decyzji, jakie musi podjąć założyciel start-upu, jest określenie, w jaki sposób chce działać. Często ten kształt narzuca inwestor, ale warto wiedzieć, że w Polsce można wybierać spośród kilku form prowadzenia działalności. Każda z nich ma swoje dobre i złe strony. Niewłaściwy wybór może oznaczać trudniejsze formalności, wyższe podatki, surowszą odpowiedzialność itp. 

Na przykład rozpoczęcie działalności jako tzw. indywidualny przedsiębiorca wiąże się ze stosunkowo szybką i prostą rejestracją i w zasadzie brakiem opłat urzędowych. Taka forma oznacza jednak pełną odpowiedzialność za wszystkie zobowiązania wynikające z prowadzenia biznesu. Pod tym względem bardziej korzystna może wydawać się spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Odpowiedzialność wspólników jest w niej ograniczona do wysokości tzw. kapitału zakładowego. Koszty rozpoczęcia działalności w tej formie są jednak wyższe, nie jest to również spółka najatrakcyjniejsza podatkowo.

Autor artykułu: Natalia Zawadzka, adwokat, Lubasz i Wspólnicy - Kancelaria Radców Prawnych. 

Artykuł pochodzi z serwisu: www.PortalPrawaIT.com