10 marca 2021

Odesłania w Internecie a prawo autorskie: o linkowaniu z perspektywy orzecznictwa europejskiego i polskiego

Udostępnij

Każdy z nas na co dzień posługuje się odesłaniami, czyli po prostu linkuje, w trakcie przeglądania różnych stron internetowych. Czy jednak zamieszczanie linków w Internecie jest legalne? Czy muszą być spełnione jakieś warunki, aby mogło ono zostać za takie uznane? W niniejszym artykule są omówione zagadnienia dotyczące definicji i kwalifikacji prawnej zjawiska linkowania z punktu widzenia przepisów prawa autorskiego, jak również orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w ww. zakresie. Celem tego będzie wskazanie obecnego stanowiska doktryny i judykatury co do legalności linkowania. W artykule zostanie także wzmiankowana kwestia tzw. podatku od linków.

Czym właściwie jest linking?

Linkowanie jest jedną z najbardziej dynamicznych funkcji Internetu, jakie rozwijały się w ostatnich latach. Definicji tego pojęcia – pomimo tego że określenie „linki” wdarło się wręcz „przebojem” w orzecznictwo sądowe, zwłaszcza orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – nie znajdziemy w żadnym akcie prawnym. Link, czyli inaczej odsyłacz lub hiperłącze, można określić jako odesłanie do treści zamieszczonych na innej stronie internetowej. Stanowi on ciąg znaków, słów bądź liczb będących adresem internetowym, którego kliknięcie skutkuje przeniesieniem użytkownika do treści innej strony www. Linki ułatwiają zatem korzystanie z Internetu i czynią jego zasoby bardziej dostępnymi dla użytkownika. Jako takie stanowią nieodłączny element funkcjonowania i architektury Internetu. Bez nich ogromna ilość informacji dostępnych w Internecie mogłaby się okazać niemożliwa do odnalezienia. To z kolei miałoby negatywny wpływ na rozwój społeczeństwa informacyjnego.

Linki najczęściej dzieli się na odsyłające i osadzające[1]. Link odsyłający, zwany także referencyjnym (ang. surface link), jest oparty na adresie URL (ang. Uniform Resource Locator), czyli tzw. ujednoliconym formacie adresowania zasobów w Internecie. Adres URL wskazuje lokalizację pliku, do którego odsyła. Rodzajem linku odsyłającego jest w szczególności deep link (tzw. link głęboki), który jest odesłaniem bezpośrednio do podstrony strony www, z pominięciem głównej strony internetowej[2]. Z kolei w przypadku linku osadzającego odesłanie następuje do innego pliku (często stanowiącego utwór w rozumieniu prawa autorskiego), w taki sposób, że jego zawartość jest wyświetlana bezpośrednio na odsyłającej stronie internetowej bez konieczności jakiejkolwiek dodatkowej interakcji ze strony użytkownika. W ramach linków osadzających wyróżnia się co najmniej dwa rodzaje: embedded links oraz framed links. Embedowanie polega na osadzeniu linkowanej treści wprost na stronie embedującej, czyli na wkomponowaniu linkowanych treści w stronę internetową, na której znajduje się link. W przypadku framingu linkowane treści są wyświetlane na stronie internetowej w zamkniętej wydzielonej przestrzeni, tzw. ramkach (frames). Strona stosująca framing najczęściej zawiera kilka takich ramek, które umożliwiają także odrębne nawigowanie ich zawartości, np. w przypadku, gdy wewnątrz ramki znajduje się inna strona internetowa.

Podsumowując, w przypadku linku odsyłającego użytkownik klikając na link na stronie internetowej jest odsyłany do odwiedzenia strony źródłowej. Natomiast link osadzający skutkuje tym, że użytkownik nie musi odwiedzać strony źródłowej, a często nie jest nawet konieczne kliknięcie linku celem zapoznania się z treścią linkowanych treści.    

Co na to orzecznictwo?

Początkowo temat linkowania pojawił się w kontekście usług określanych jako monitoring prasy (ang. press clipping) i agregowanie wiadomości (ang. news aggregators). Usługi te, świadczone przy wykorzystaniu programów komputerowych (ang. feed readers), pozwalają na wczytywanie nagłówków wiadomości publikowanych w kanałach informacyjnych dostępnych w Internecie. Wczytywany fragment artykułu prasowego (tzw. snippet) zawiera tytuł, zwięzły, wiodący fragment publikacji oraz link odsyłający do pełnej treści artykułu, znajdującej się w serwisie prowadzonym przez wydawcę. Najpopularniejszą usługą tego typu jest usługa Google News, która w początkowych latach swego istnienia wywołała liczne i bardzo medialne spory. Najsłynniejszym z nich był spór toczący się w Belgii, wytoczony spółce Google przez organizację zrzeszającą wydawców gazet z Belgii, Francji i Niemiec (Copiepresse). Kwestia odesłań miała jednak, zdaniem Sądu Pierwszej Instancji w Brukseli, w tej sprawie znaczenie drugorzędne wobec problemu potencjalnego naruszenia przez spółkę Google prawa do zwielokrotniania utworów, do których prawa autorskie przysługiwały wydawcom. Belgijski sąd rozważał przede wszystkim to, czy Google News działa jak wyszukiwarka internetowa, czy też jako portal informacyjny, przychylając się do tej drugiej odpowiedzi. Skoro tak, to kwestią zasadniczą stało się to, czy Google odpowiada za naruszenie prawa wydawców do zwielokrotniania ich utworów poprzez zamieszczanie nagłówków artykułów wraz z ich krótkimi streszczeniami. Na tak zadane pytanie, sąd w Brukseli udzielił odpowiedzi pozytywnej, co spotkało się zresztą z dosyć powszechną krytyką[3].

Z kolei sądy niemieckie w sprawie Paperboy[4], która za przedmiot miała działalność serwisu internetowego podobnego w swych założeniach do usługi Google News, uznały, że zamieszczenie linku do utworu udostępnionego w sieci nie stanowi jego zwielokrotnienia, gdyż uprawniony (w tym wypadku wydawca prasowy) zezwolił na takie korzystanie, umieszczając utwór w sieci bez zabezpieczeń technicznych. Wobec powyższego w rozpatrywanej sytuacji nie można mówić o naruszeniu prawa autorskiego przez serwis Paperboy. 

Przy tego typu sprzecznościach odnotowywanych w orzecznictwie na tle podobnych stanów faktycznych, kwestią czasu było to, kiedy pierwsza sprawa dotycząca linkowania trafi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Stało się to w 2012 r., a Trybunał od tego momentu stał się podmiotem odpowiedzialnym za ukształtowanie zakresu dopuszczalnego linkowania w krajach UE.

Orzeczenie TSUE w sprawie Svensson

Sprawa N. Svensson i in. przeciwko Retriever Sverige[5] dotyczyła zamieszczania na stronie internetowej linków odsyłających do artykułów prasowych. Powodowie – dziennikarze napisali artykuły prasowe, które zostały opublikowane w dzienniku Göteborgs-Posten oraz na stronie internetowej tej gazety, gdzie były dostępne w tzw. wolnym dostępie. Retriever Sverige prowadził stronę internetową udostępniającą jego klientom, stosownie do ich potrzeb, listę linków, na które można było kliknąć, umożliwiających dostęp do artykułów opublikowanych przez inne strony internetowe. Zdaniem powodów, gdy klient Retriever Sverige klikał jeden z tych linków, nie powstawało dla niego wrażenie, że przemieszczał się na inną stronę internetową w celu uzyskania dostępu do interesującego go utworu. Natomiast zdaniem Retriever Sverige dla jego klienta było oczywiste, że gdy klikał na jeden z dostarczonych mu linków, zostawał odesłany do innej strony internetowej. W trakcie postępowania sztokholmski sąd powziął wątpliwość, czy zamieszczanie odesłań (linków) do innych utworów stanowi publiczne udostępnienie takich utworów, czy ma znaczenie to, że utwór, do którego odsyła link, jest zamieszczony na stronie internetowej dostępnej dla każdego, bez ograniczeń, oraz czy ma znaczenie to, w jakim kontekście utwór wyjściowy jest prezentowany użytkownikowi.

Odpowiadając na pytania prejudycjalne Trybunał skoncentrował się na badaniu przesłanek prawa publicznego udostępnienia z art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE (tzw. dyrektywa InfoSoc), tj. czynności „udostępnienia” utworu oraz udostępnienia tego ostatniego „publiczności”. Zdaniem TSUE co prawda sam fakt udostępniania linków, na które można kliknąć i które umożliwiają dostęp do utworów chronionych, należy uznać za czynność publicznego udostępniania, jednak jeśli chodzi o drugą przesłankę, czyli udostępnienie utworu „publiczności”, to nie jest ona spełniona. Pojęcie publiczności, tak jak jest ono rozumiane w dotychczasowym orzecznictwie TSUE (m.in. w wyroku SGAE przeciwko Rafael Hoteles[6]), oznacza nieokreśloną liczbę potencjalnych odbiorców i zakłada dodatkowo dosyć znaczną liczbę tych osób. Istotne jest też to, aby w przypadku stosowania tego samego środka udostępnienia utworu, jakim jest Internet, doszło do skierowania tego utworu do nowej publiczności, tj. „publiczności, która nie została wzięta pod uwagę przez podmioty uprawnione, gdy zezwoliły na pierwotne publiczne udostępnienie”. W konsekwencji Trybunał uznał więc, że skoro wszyscy użytkownicy strony, na której sporne utwory były udostępniane za pośrednictwem linków, mogli dotrzeć do tych utworów bezpośrednio na stronie źródłowej, użytkowników Retriever Sverige należy uważać za potencjalnych odbiorców pierwotnego udostępnienia i w związku z tym za część publiczności wziętej pod uwagę przez podmioty prawa autorskiego, gdy udzieliły one zezwolenia na pierwotne udostępnienie. Zatem brak nowej publiczności przesądza o tym, że rozpowszechnianie linków nie stanowi publicznego udostępnienia w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE i nie wymaga zezwolenia podmiotów uprawnionych z tytułu praw autorskich.

Co do zasady Trybunał Sprawiedliwości uznał więc w wyroku Svensson linkowanie za legalne. Należy jednak zwrócić uwagę, że Trybunał nie badał w omawianej sprawie charakteru źródła linku i nie uzależnił swojego stanowiska od tego, czy linkowane utwory pochodziły z legalnego czy nielegalnego źródła. Jak się wydaje, w świetle wyroku było dopuszczalne zajęcie stanowiska, że przesłanka ta w zakresie problematyki prawnej linkowania jest bez znaczenia. Co więcej na tle kolejnego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości, w którym zajmował się on kwestią linków, czyli BestWater International GmbH przeciwko Michael Mebes i Stefan Potsch[7], można było nawet przyjąć, że tezy sformułowane w orzeczeniu Svensson są aktualne także wtedy, gdy link prowadzi do treści, które zostały pierwotnie zamieszczone bez zgody uprawnionego. Kwestią rozpatrywaną w sprawie BestWater było zamieszczenie linku (w technice framingu) do filmu dostępnego w serwisie YouTube, przy czym uprawnieni wskazywali, że nie wyrażali na takie zachowanie zgody. Trybunał Sprawiedliwości uznał, że fakt, że utwór chroniony, swobodnie dostępny na stronie internetowej, został umieszczony na innej stronie internetowej za pomocą linku używającego techniki framingu, nie może zostać zakwalifikowany jako publiczne udostępnianie w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE w zakresie, w jakim sporny utwór ani nie jest transmitowany nowym odbiorcom, ani nie jest przekazywany w szczególnym trybie technicznym, odmiennym niż tryb pierwotnego przekazu. Postanowienie to zostało dość powszechnie odczytane za rozszerzenie doktryny wyrażonej w wyroku Svensson na sytuację, gdy odesłanie następuje do utworu, który został udostępniony bez zgody uprawnionego[8].

Orzeczenie TSUE w sprawie GS Media     

Jednak postanowienie w sprawie BestWater nie usunęło wątpliwości co do legalności źródła linku, najpewniej z uwagi na fakt, że zapadło w sprawie, w której – jak uznał TS – odpowiedź na pytanie prejudycjalne można było wywieść z dotychczasowego orzecznictwa, w związku z czym uzasadnienie postanowienia było bardzo lakoniczne. W dodatku postanowienie opublikowane jest tyko w językach niemieckim i francuskim, co również wpłynęło zapewne na ograniczenia w upowszechnieniu jego treści. Kwestią czasu było więc, kiedy problem stanie się przedmiotem ponownej analizy Trybunału Sprawiedliwości. Nastąpiło to za sprawą GS Media BV przeciwko Sanoma Media Netherlands BV i in.[9]

Okoliczności sprawy GS Media były następujące. Portal internetowy GeenStijl zajmujący się dostarczaniem „nowości, ujawnionych skandali i śledztw dziennikarskich” zamieścił na swej stronie www linki do strony internetowej, na której udostępniono bez zezwolenia podmiotów uprawnionych zdjęcia wykonane przez fotografa C. Hermèsa na potrzeby sesji fotograficznej dla spółki Sanoma – wydawcy magazynu „Playboy”. Działania spółki GS Media były tym bardziej naganne, że była ona uprzedzona przez Sanoma, że otrzymane przez nią zdjęcia zostały udostępnione nielegalnie, ponadto została kilkukrotnie wezwana najpierw do zapobieżenia rozpowszechnianiu spornych fotografii w witrynie GeenStijl, a następnie do ich usunięcia. GS Media była zatem z pewnością świadoma nielegalnego charakteru źródeł utworów, a mimo to nie tylko nie zastosowała się do wezwań spółki Sanoma, ale wręcz zachęcała swoich czytelników do zapoznania się ze spornymi fotografiami.

W opisanych okolicznościach sąd holenderski, w ramach sporu sądowego, jaki zaistniał pomiędzy Sanoma i GS Media, skierował do Trybunału Sprawiedliwości pytania prejudycjalne, których istotą było ustalenie, czy i w jakich okolicznościach fakt umieszczenia w witrynie internetowej hiperłącza odsyłającego do utworów chronionych, swobodnie dostępnych w innej witrynie internetowej bez zezwolenia podmiotu praw autorskich, stanowi publiczne udostępnianie w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE.

zbliżenie na kobiece dłonie piszące po klawiaturze laptopa. Na nadgarstku widać zegarek, a paznokcie się pomalowane na fioletowo

TSUE, rozpatrując powyższe zagadnienie, odniósł się do wydanych wcześniej wyroków w sprawach Svensson i BestWater, aby wskazać, czy ukształtowana w nich linia orzecznicza ma zastosowanie do niniejszej sprawy. Co nieco zaskakujące, Trybunał dokonał „autowykładni” oraz swoistego „samoograniczenia” i stwierdził, że w orzeczeniach Svensson i BestWater zamierzał orzec jedynie w przedmiocie umieszczenia hiperłączy odsyłających do utworów, które zostały już swobodnie udostępnione w innej witrynie internetowej za zgodą podmiotu praw autorskich. Stan faktyczny przedstawiony w sprawie GS Media, zdaniem Trybunału, wymagał zatem odrębnej oceny. I tak, powołując się na art. 11 karty wolności wypowiedzi i informacji, a jednocześnie biorąc pod uwagę trudności, jakie może mieć użytkownik zamierzający umieścić link w Internecie, jeśli chodzi o ustalenie legalnego bądź nielegalnego charakteru linku, Trybunał przedstawił koncepcję zindywidualizowanej oceny istnienia publicznego udostępniania w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE. Dla dokonania owej zindywidualizowanej oceny należy, w opinii TSUE, zweryfikować, czy osoba udostępniająca link nie wiedziała lub nie miała racjonalnych podstaw dla wiedzy o tym, iż utwór został udostępniony w Internecie bez zgody podmiotów praw autorskich. Jednocześnie Trybunał wprowadził dwa wzruszalne domniemania co do wiedzy użytkownika o nielegalnym charakterze źródła linków. Pierwszym jest okoliczność, że użytkownik działa w celu zarobkowym; drugim jest okoliczność, że w ten sposób obchodzi zabezpieczenia przed nieuprawnionym dostępem osób trzecich do utworu. Zatem, umieszczenie linku do nielegalnego źródła utworu przez osobę niedziałającą w celu zarobkowym nie stanowi publicznego udostępnienia utworu, jeżeli osoba ta nie wiedziała lub – racjonalnie ujmując – nie mogła wiedzieć, że utwór został opublikowany bez zgody podmiotu uprawnionego. Jeśli natomiast następnie zostanie ustalone, że taka osoba wiedziała lub powinna była wiedzieć, iż hiperłącze, które zamieściła, umożliwia dostęp do utworu opublikowanego bezprawnie w Internecie – na przykład ze względu na fakt, że została o tym uprzedzona przez podmioty praw autorskich – należy stwierdzić, że udostępnienie tego linku stanowi publiczne udostępnianie w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE. Podobnie jest w sytuacji, gdy link umożliwia użytkownikom witryny internetowej, w której ów link się znajduje, obejście ograniczeń zastosowanych w witrynie, w której znajduje się utwór chroniony, w celu ograniczenia dostępu jedynie dla klientów tejże witryny, ponieważ umieszczenie takiego linku stanowi wówczas celowe działanie, bez którego wspomniani użytkownicy nie mogliby korzystać z rozpowszechnionych utworów. Ponadto, gdy umieszczenie hiperłącza zostaje dokonane w celu zarobkowym, można oczekiwać od podmiotu dokonującego takiego umieszczenia, że przeprowadzi on niezbędne weryfikacje, aby upewnić się, że dany utwór nie został bezprawnie opublikowany w witrynie, do której odsyłają hiperłącza, w związku z czym można domniemywać, iż to umieszczenie zostało dokonane z pełną świadomością tego, iż wspomniany utwór jest chroniony i ze świadomością ewentualnego braku zezwolenia podmiotu praw autorskich na publikację w Internecie. W tych okolicznościach, i jeżeli to wzruszalne domniemanie nie zostanie obalone, czynność polegającą na umieszczeniu hiperłącza odsyłającego do utworu bezprawnie opublikowanego w Internecie należy uznać za stanowiącą publiczne udostępnianie w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE. 

Zasadne pytania budzi to, że jako element składający się na treść prawa wyłącznego, stanowiącego postać bezwzględnego prawa podmiotowego, TSUE wprowadza przesłanki subiektywne, odpowiadające konstrukcyjnie zasadzie winy z prawa karnego lub cywilnoprawnej odpowiedzialności deliktowej. Tylko tak bowiem można rozumieć konieczność zindywidualizowanej oceny każdego działania i przypisywanie zasadniczego znaczenia winie sprawcy[10].

Na marginesie zauważyć trzeba, że rzecznik generalny M. Wathelet w opinii przedstawionej do sprawy GS Media[11] zwraca uwagę, że w stanie faktycznym, jaki był przedmiotem rozstrzygnięcia TSUE, nie można mówić o udostępnieniu utworów. Zdaniem rzecznika, nawet jeśli prawdą jest, że hiperłącza umieszczone na stronie internetowej ułatwiają w znacznej mierze odkrywanie innych stron, jak również dostępnych na tych stronach utworów chronionych, i w konsekwencji oferują użytkownikom pierwszej strony szybszy i bezpośredni dostęp do tych utworów, to hiperłącza te, prowadzące – nawet bezpośrednio – do utworów chronionych, nie podają do [publicznej] wiadomości, wówczas gdy są one już ogólnie dostępne na innej stronie, lecz jedynie służą ułatwieniu ich odkrycia. Czynnością służącą rzeczywistemu podaniu do wiadomości była czynność dokonana przez osobę, która dokonała pierwotnego udostępnienia, zaś linkowanie służy jedynie do ułatwienia odkrycia istniejących już źródeł dostępu w sieci, a nie do stworzenia dopiero możliwości korzystania z utworów przez użytkowników.

Linkowanie w orzecznictwie polskich sądów

Liczne pytania związane z treścią orzeczenia w sprawie GS Media powodują, zdaniem wielu komentatorów, że wierne przyjęcie przez polskie sądy wniosków wynikających z tego wyroku będzie trudne, o ile nie niemożliwe[12]. Zdaniem Prof. R. Markiewicza, o ile można traktować linkowanie do utworów jako korzystanie w rozumieniu art. 17 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, o tyle nie ma żadnych podstaw do uwzględniania w ramach prounijnej interpretacji dalszych koniecznych czynników zrekonstruowanych przez TSUE do stwierdzania, czy określone działanie stanowi publiczne udostępnianie utworów tj. przesłanki nowej publiczności, przesłanki możliwości korzystania z utworu zgodnie z jego funkcją czy też okoliczności, że linkujący wiedział lub powinien wiedzieć, że jego działanie umożliwia dostęp do utworu osobom trzecim. Wobec tego, zdaniem prof. Markiewicza, do czasu ewentualnej nowelizacji ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych polskie sądy, zamiast bezpośredniego naruszenia prawa autorskiego, powinny ograniczać się do przyjmowania w tego rodzaju sytuacjach jedynie pośredniego naruszenia prawa na podstawie art. 422 k.c.[13]

Jedno z pierwszych orzeczeń polskich sądów dotyczących linkowania, zapadłe już po orzeczeniu TSUE w sprawie Svensson, ale przed orzeczeniem w sprawie GS Media, pokazuje w istocie, że polskie sądy różnie odnoszą się do przyjmowania poglądów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Mianowicie, Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 7 maja 2014 r., sygn. akt I ACa 1663/13, który dotyczył zamieszczenia na portalu społecznościowym, na publicznym profilu jednego z kandydatów do Sejmu w trakcie kampanii wyborczej do parlamentu w 2011 r., linku do zmontowanego na potrzeby kampanii klipu zawierającego piosenkę współautorstwa powoda wykorzystaną w tym filmie bez jego zgody, uznał, że nie można przyjąć, że doszło do naruszenia autorskich praw majątkowych powoda do wykorzystanej w klipie piosenki powoda, pozwany bowiem korzystał z utworu audiowizualnego nieznanego autora, który umieszczony był na jednym z publicznie dostępnych  portali w Internecie, co do którego nie zgłoszono zarzutów o naruszenie praw autorskich.

Sąd Apelacyjny wywiódł przy tym, że w jego ocenie można tylko częściowo zgodzić się z rozumowaniem Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Svensson. Zdaniem Sądu Apelacyjnego nie jest jednoznacznie słuszne stanowisko, w którym Trybunał dokonuje oceny, iż dla rozpowszechnienia utworu konieczna jest nowa publiczność i że w rzeczywistości pierwsze udostępnienie w Internecie, o ile nie ograniczono kręgu odbiorców, powoduje, że w każdym następnym przypadku takiego udostępnienia za pośrednictwem sieci warunek nowej publiczności nie będzie spełniony. Wniosek taki nie wynika ani z orzeczenia w sprawie SGAE, ani z treści dyrektywy InfoSoc, sprzeczny jest wręcz z treścią pkt (24) preambuły tej dyrektywy. Kryterium nowej publiczności może być więc jednym z kryteriów umożliwiających stwierdzenie nowego aktu eksploatacji, nie jest jednak warunkiem sine qua non. Ponadto w opinii Sądu Apelacyjnego przesądzające o ewentualnym naruszeniu praw autorskich jest nie tyle umieszczenie linku – czy to głębokiego, czy też innego – lecz efekt jego użycia. Sam link jest bowiem de facto programem w języku HTML, wykonywanym każdorazowo przez tzw. przeglądarkę. Jeżeli więc umieszczający link skonstruuje go sam, czy przy pomocy narzędzi osób trzecich, w ten sposób, że użycie linku prowadzi do bezpośredniego odtworzenia utworu choćby w niewielkiej części, wówczas umieszczający link udostępnia utwór. Gdyby przyjąć, że umieszczanie linków co do zasady nie narusza jednak praw autorskich, to w przypadku ich naruszenia przez osobę umieszczającą utwór w sieci, można rozważać przesłanki odpowiedzialności z art. 422 k.c. poprzez pomoc umieszczającego link. Umieszczając link do utworu, osoba dokonująca tej czynności ułatwia dostęp do utworu choćby w ten sposób, że zwiększa liczbę dostępnych adresów i sieci internetowych, oraz liczbę "miejsc", których kliknięcie prowadzi bezpośrednio do utworu. W opinii Sądu Apelacyjnego charakter linków – czy są to linki do stron "głównych", czy do podstron – nie jest tu przesądzający. Może on wskazywać na ewentualną winę pomocnika. Decydujący jest natomiast efekt skorzystania (kliknięcia) z linku[14].

Z kolei w innym wyroku zapadłym już po wydaniu orzeczenia w sprawie Svensson Sąd Apelacyjny w Gdańsku (wyrok z dnia 11 kwietnia 2014 r., I ACa 7/14) zaaprobował stanowisko TSUE. Sąd ten stwierdził, że przenosząc rozważania TSUE w sprawie Svensson na grunt rozpatrywanej sprawy przyjmuje pogląd, że zamieszczenie przez pozwaną na prowadzonej przez nią stronie internetowej linku odsyłającego do strony internetowej, zawierającej biograficzną notkę o powodzie, nie stanowiło publicznego udostępniania na stronie internetowej linków, na które można kliknąć, odsyłających do innych stron internetowych. W tej sytuacji rozważanie odpowiedzialności pozwanej za naruszenie dóbr osobistych powoda poprzez ujawnienie noty biograficznej jest bezprzedmiotowe, z uwagi na fakt, że pozwana nie rozpowszechniała żadnych informacji na temat powoda.

Na koniec warto zwrócić uwagę na postanowienie Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 21 czerwca 2016 r., I ACz 723/16, oddalające zażalenie na postanowienie w przedmiocie udzielenia zabezpieczenia roszczeń uprawnionego – nadawcy telewizyjnego. Zabezpieczenie udzielone przez sąd zobowiązywało obowiązanego – właściciela serwisu internetowego – do zaniechania rozpowszechniania bez zgody programu uprawnionego, a także utworów i przedmiotów praw pokrewnych zawartych w tym programie, na stronie internetowej obowiązanego oraz jej podstronach poprzez rozpowszechnianie w serwisie obowiązanego programu uprawnionego nadawcy telewizyjnego, w tym z wykorzystaniem aplikacji "videostar", jak również linków, łączy lub przekierowań umożliwiających dostęp do tego programu. Obowiązany bronił się, że zamieszczenie w portalu wirtualnego odnośnika do usługi videostar świadczonej przez uprawnionego może stanowić publiczne udostępnianie w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy InfoSoc, ale zamieszczenie takiego odnośnika nie powoduje powstania tzw. nowej publiczności i w konsekwencji nie wkracza w prawa wyłączne przysługujące nadawcy. Sąd Apelacyjny w Warszawie stwierdził, że niewykluczone jest, że po ustaleniu przebiegu technicznego procesu udostępnienia programu przez obowiązanego zajdzie potrzeba zwrócenia się do TSUE z pytaniem prejudycjalnym, czy mieści się w definicji publicznego udostępniania udostępnianie takie, jak oferowane przez obowiązanego, tj. uzależnione dodatkowo od zarejestrowania się użytkownika. Wystąpienie z pytaniem prejudycjalnym nigdy nie nastąpiło, ale co ciekawe Sąd Apelacyjny zwrócił uwagę na tę samą kwestię, co TSUE w orzeczeniu GS Media wydanym niedługo później – mianowicie, że wiedza podmiotu – profesjonalisty, wykorzystującego mechanizm linkowania, ma istotne znaczenie dla ustalenia jego ewentualnej odpowiedzialności za naruszenie monopolu prawnoautorskiego.

Podatek od linków – wzmianka 

Dyskusja na temat usługi Google News i związanych z nią kontrowersji była jedną z najbarwniejszych dysput prawnoautorskich ostatnich lat. Towarzyszyły jej zwroty akcji w postaci np. włączania bądź wyłączania usługi Google News w poszczególnych krajach (sytuacja taka miała miejsce np. w Hiszpanii). Wskutek aktywnych działań lobbingowych, jakie podejmowali wydawcy, wśród legislatorów w niektórych państwach UE pojawił się pomysł wprowadzenia swoistego prawa pokrewnego na rzecz wydawców, na mocy którego wydawcy prasowi mieliby wyłączność na publikacje nawet bardzo krótkich fragmentów swoich artykułów przez określony okres czasu, a ich komercyjne wykorzystanie przez wyszukiwarki internetowe wymagałoby uiszczenia stosownej opłaty. 1 sierpnia 2013 r. rozwiązanie takie, określone szybko mianem tzw. Google tax law, zostało wprowadzone w Niemczech. Podobny pomysł został przejęty przez ustawodawcę europejskiego, który zamieścił odpowiednik przepisów niemieckich w projekcie dyrektywy o prawach autorskich w ramach jednolitego rynku cyfrowego. Kwestia planowanego prawa wyłącznego na rzecz wydawców prasy okazał się być jednym z najbardziej kontrowersyjnych zagadnień, jakich uregulowania podjęła się nowa dyrektywa. Koniec końców, dyrektywa jednak została przyjęta (jako dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790 z dnia 17 kwietnia 2019 r. w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym oraz zmiany dyrektyw 96/9/WE i 2001/29/WE) i zawiera w swoim art. 15 nowe prawo wyłączne na rzecz wydawców prasy. Zgodnie z tym przepisem państwa członkowskie zobowiązane są  wprowadzić rozwiązania, na podstawie których wydawcy mający siedzibę w Unii Europejskiej uzyskają prawo do decydowania o zwielokrotnieniu i do podawania do publicznej wiadomości (komunikowania publicznego zgodnie z art. 3 ust. 2 dyrektywy InfoSoc) publikacji prasowych przez dostawców usług społeczeństwa informacyjnego. Zgodnie z wyraźnym zapisem art. 15 dyrektywy prawo wyłączne wydawców prasy nie dotyczy czynności linkowania. Należy zwrócić uwagę, że pojęcie „linkowanie” zostało w dyrektywie użyte przez unijnego prawodawcę po raz pierwszy, podczas gdy dotychczas aktywność polegająca na linkowaniu określana była z odwoływaniem się do pojęcia publicznego udostępnienia utworu. Zapewne może spowodować to ciekawe rozważania przy wdrażaniu przepisów dyrektywy do krajowych porządków prawnych.

W kontekście dyrektywy 2019/790 wspomnieć trzeba również o art. 17 tej regulacji. Przepis ten, także będący przedmiotem wielu kontrowersji w trakcie prac nad dyrektywą, przewiduje obowiązek państw członkowskich wprowadzenia regulacji przewidującej, że dochodzi do aktu publicznego udostępnienia utworu w sytuacji, gdy działalność dostawcy usług polega na umożliwieniu użytkownikom publicznego dostępu do chronionych utworów. Jednocześnie wprowadza się odpowiedzialność serwisów internetowych za naruszenia praw autorskich, o ile nie uzyskają one licencji lub zezwolenia na taką postać eksploatacji chronionych utworów. Co ciekawe, zezwolenie obejmuje swoim zakresem również czynności wykonywane przez użytkowników usług objętych zakresem stosowania art. 3 dyrektywy 2001/29/WE, w przypadku gdy nie działają oni na zasadach komercyjnych lub gdy ich działalność nie przynosi znaczących przychodów.

Termin implementacji dyrektywy upływa w dniu 7 czerwca 2021 r.

Podsumowanie

Pomimo tego że linkowanie jest jednym z najbardziej podstawowych sposobów komunikowania się w Internecie, wzbudza ono ciągle wiele kontrowersji. Szczególnie dyskusyjny wydaje się wynikający z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wniosek, że publiczne udostępnienie w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE przestaje być kategorią obiektywną i zależną wyłącznie od przesłanek udostępnienia (przekazu) i istnienia nowej publiczności, lecz staje się uzależnione od czynników czysto subiektywnych takich jak świadomość linkującego. Ponadto bliższa analiza różnych rodzajów odesłań prowadzi do wniosku, że linkowanie z punktu widzenia technicznego, czy technologicznego, nie ma jednolitego charakteru (np. w części przypadków linkowanie jest zautomatyzowane, a w części może wymagać aktywnej postawy użytkownika). Kwestie te potencjalnie mogą wpływać na ocenę prawną czynności linkowania. Tymczasem w dotychczasowym orzecznictwie są one raczej pomijane. Z pewnością sądy, w szczególności Trybunał Sprawiedliwości UE, ani legislatorzy nie powiedzieli więc jeszcze w sprawie linkowania ostatniego słowa.  

Marta Czeladzka

autorka jest radcą prawnym, specjalizuje się w prawie własności intelektualnej oraz prawie nowych technologii, współpracuje z Kancelarią Radców Prawnych i Doradców Podatkowych Ferretti Bębenek i Partnerzy Spółka Partnerska

Przeczytaj więcej takich artykułów w strefie wiedzy PARP

Artykuł pochodzi z Biuletynu Euro Info 1/2021


[1] Linki internetowe do chronionych utworów a publiczne udostępnienie utworu – glosa – C-466/12, MoP 2015/2, s. 98 i n.

[2] Przykładem zwykłego linku odsyłającego jest: https://www.parp.gov.pl/, natomiast linku głębokiego: https://www.parp.gov.pl/component/publications/publication/biuletyn-euro-info-6-2020.  

[3] Copiepresse SCRL v. Google Inc., no. 06/10.928/C, Sąd Pierwszej Instancji w Brukseli, 13 lutego 2007 r. Orzeczenie to zostało podtrzymane przez brukselski sąd apelacyjny (Copiepresse SCRL v. Google Inc., no. 2007/AR/1730, Sąd Apelacyjny w Brukseli, 5 maja 2011 r.). Sprawa ostatecznie zakończyła się ugodą zawartą 12 grudnia 2012 r.

[4] Wyrok OLG Köln z dnia 27 października 2000 r. (6 U 71/00), Computer und Recht 2001, nr 10, s. 708 oraz wyrok BGH z dnia 17 lipca 2003 r. (I ZR 259/00), Computer und Recht 2003, nr 12, s. 920.

[5] Wyrok TS z 13.02.2014 r., C-466/12, Nils Svensson i in. przeciwko Retriever Sverige AG, EU:C:2014:76.

[6] Wyrok TS z 7 grudnia 2006 r., C-306/05, Sociedad General de Autores y Editores de España (SGAE) przeciwko Rafael Hoteles SA., EU:C:2006:764.

[7] Postanowienie TS z 21 października 2014 r., C-348/13, BestWater International GmbH przeciwko Michael Mebes i Stefan Potsch, EU:C:2014:2315.

[8] G. Pacek, Wykorzystywanie przez prasę utworów chronionych prawem autorskim, LEX 2015.

[9] Wyrok TS z 8 września 2016 r., C-160/15, GS Media BV przeciwko Sanoma Media Netherlands BV, Playboy Enterprises International Inc., Britt Geertruidzie Dekker, EU:C:2016:644.

[10] R. Markiewicz, Zdezorientowany prawnik o publicznym udostępnianiu utworów, ZNUJ PPWI 2016/4, s. 18–20.

[11] Opinia rzecznika generalnego M. Watheleta z 7 kwietnia 2016 r., C-160/15, GS Media BV przeciwko Sanoma Media Netherlands BV i in., EU:C:2016:221.

[12] Tak m. in. R. Markiewicz, Zdezorientowany prawnik…, s. 8–9.

[13] Tamże.

[14] Tak w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 7 maja 2014 r., sygn. akt I ACa 1663/13.