4 kwietnia 2019

Poznaj biznes od kuchni dzięki Erasmusowi dla młodych przedsiębiorców

Udostępnij

– Uczestnictwo w programie Erasmus dla młodych przedsiębiorców otwiera oczy, poszerza horyzonty, pozwala zebrać doświadczenie i spojrzeć na pewne sprawy z zupełnie innej perspektywy – mówi Dorota Giżyńska, właścicielka szkoły językowej English Lab, uczestniczka programu Erasmus dla młodych przedsiębiorców. Doświadczenia zdobyte u hosta w Anglii, m.in. prowadzenie zajęć bez podręcznika, wykorzystuje z powodzeniem we własnej szkole językowej.

Z wykształcenia filolog angielski z trzynastoletnim doświadczeniem w nauczaniu języka angielskiego. Jak sama o sobie mówi – pasjonatka nowinek językowych i narzędzi wspomagających naukę. Zanim wzięła udział w programie, od kilku lat wyjeżdżała do Anglii, by pracować w wakacje jako lead teacher, czyli nauczyciel z dużym doświadczeniem, do obowiązków którego należy zarówno prowadzenie własnych lekcji, jak i doszkalanie początkujących nauczycieli, w szkołach językowych uczących angielskiego. – To właśnie tam, od jednego z lead teacherów, również Polaka, dowiedziałam się o programie – mówi Dorota Giżyńska, która w ramach programu zdecydowała się na trzymiesięczny wyjazd do Anglii. Erasmus dla młodych przedsiębiorców umożliwia początkującym przedsiębiorcom lub osobom planującym rozpoczęcie działalności gospodarczej, zdobycie doświadczenia biznesowego u hosta, czyli osoby przyjmującej, którą jest doświadczony przedsiębiorca z innego kraju (do wyboru mamy ponad czterdzieści państw). Pobyt osoby wyjeżdżającej jest finansowany ze środków Komisji Europejskiej i nie może być dłuższy niż pół roku (nie krótszy jednak niż miesiąc). 

5 osób siedzących na schodach przed wejściem do szkoły

Angielski u…Hiszpanów

– Nie chciałam po raz kolejny wyjeżdżać jako lead teacher, a Erasmus dawał mi możliwość spróbowania czegoś nowego – tłumaczy. Udział w programie potraktowała więc jako dobrą okazję do zebrania kolejnych doświadczeń zawodowych, zwłaszcza że prowadziła już jednoosobową działalność gospodarczą, w ramach której udzielała lekcji. W planach miała jednak otwarcie własnej, niewielkiej szkoły językowej. – Chciałam zobaczyć, jak taka szkoła językowa działa od środka, ponieważ pracując w nich na co dzień, człowiek wielu rzeczy nie jest w stanie dostrzec, chociażby tego, jak wygląda proces rekrutacji – wyjaśnia.

Postawiła sobie dwa warunki. Po pierwsze host prowadzący szkołę musiał być z Anglii – W grę wchodziła jeszcze Malta, gdzie szkoły angielskojęzyczne są popularne, jednak zdecydowałam się na Anglię, ponieważ fascynuje mnie tamtejszy system edukacji – zwraca uwagę. Drugim warunkiem była wielkość placówki. Dorocie Giżyńskiej zależało na tym, żeby to była mała szkoła językowa, wręcz rodzinna, działająca w niewielkiej miejscowości. Dlaczego? Ponieważ sama mieszkała w małym mieście. – Wiedziałam, że w takiej małej szkole nauczę się zdecydowanie więcej, niż w molochu, gdzie pracuje mnóstwo osób i trudno nawiązać bezpośredni kontakt, zwłaszcza z dyrekcją – dodaje. A Dorocie Giżyńskiej zależało przede wszystkim na tym, żeby zobaczyć, w jaki sposób zarządza się taką małą placówką, jak funkcjonuje, od strony organizacyjno-biznesowej. Bez najmniejszych problemów przeszła przez formalności związane z przystąpieniem do programu i zaczęła szukać odpowiedniego hosta.

Wybór padł na szkołę Country Cousins z Ilfracombe w północnym Devonie prowadzoną przez… Hiszpanów – Jose oraz Maribel. – Co jeszcze ciekawsze, Jose lata temu uczestniczył w kursie prowadzonym w tej szkole i gdy dorósł, postanowił ją kupić – wspomina Dorota Giżyńska. Miasteczko Ilfracombe, w którym przebywała nasza bohaterka podczas pobytu w Anglii, to malownicza nadmorska miejscowość otoczona kamiennymi wzgórzami oraz klifami. Do najbliższego większego miasta, Bristolu, jest stąd dwie godziny drogi samochodem.  

Kluczowy z punktu widzenia zbierania zawodowych doświadczeń był kontakt z Alicją Szyszkowiak która pełniła w Country Cousins funkcję academic managera, czyli osoby odpowiedzialnej za przygotowywanie programu i metodyki prowadzenia zajęć lekcyjnych. – Chciałam zobaczyć jak prowadzone są lekcje oraz jak układany jest sylabus, stąd jeszcze przed wyjazdem przedstawiliśmy sobie oczekiwania dotyczące wzajemnej współpracy, czego bym się chciała nauczyć, i co mogłabym wnieść od siebie – tłumaczy.

Uczeń piszący na tablicy słowo "welcome", drugi robi mu zdjęcie telefonem komórkowym

Nauka bez podręcznika

Już pierwszego dnia pracy została poproszona o asystowanie nauczycielom oraz pomoc w przydzielaniu uczniów do grup. Tu przydały się umiejętności i doświadczenia zdobyte jako lead teacher. Kolejne zadania, obowiązki i zakres pracy były ustalane z tygodnia na tydzień. – Z początku było to głównie pomaganie przy planowaniu lekcji, a z czasem pomoc w doborze narzędzi online wykorzystywanych do ich prowadzenia – tłumaczy. Sylabus w Country Cousins bazuje głównie na wykorzystaniu źródeł internetowych, nie ma tu klasycznych podręczników, a uczniowie podczas zajęć korzystają z tabletów i tzw. autentycznych źródeł (filmów, artykułów itp.).

Tak wyglądał lipiec, czyli jej pierwszy miesiąc pracy w szkole u Jose i Maribel. W sierpniu i wrześniu, kiedy na turnusy przyjeżdża mniej dzieci, Dorota Giżyńska zaczęła jeździć z uczniami na wycieczki, które były organizowane po lekcjach. Poprosiła właścicieli o możliwość uczestniczenia w tych wycieczkach, żeby zobaczyć jak one są organizowane. W ich trakcie robiła zdjęcia, które tak spodobały się Jose i Mirabel, że poprosili Dorotę, aby została ich „nadwornym fotografem”. Co więcej, zrobione przez nią fotografie trafiły do najnowszego katalogu promującego Country Cousins.

W szkołach letnich nacisk położony jest głównie na konwersacje, komunikowanie z nauczycielami i pozostałymi uczniami. Dzieci przyjeżdżają na tydzień, dwa, maksymalnie trzy tygodnie, więc nie ma czasu na naukę gramatyki. Poza tym uczniowie są na wakacjach, więc lekcje powinny być lekkie i przyjemne. – Nacisk na komunikację, użycie tabletów, korzystanie z autentycznych źródeł, a nie z podręczników to metodyki i narzędzia, które zaczęłam stosować również w swojej szkole, bo to się po prostu sprawdza – wyjaśnia.

Grupa młodych ludzi różnych narodowości siedzących na krzesłach

We własnej szkole

Po powrocie z Ilfracombe, Dorota Giżyńska otworzyła w Lesznie English Lab, czyli mini-szkołę językową, którą obecnie prowadzi wraz z angielskim native speakerem Anthonym oraz Pauliną Stachowską która jest lektorem. Zajmuje się układaniem sylabusa, załatwianiem kwestii organizacyjnych oraz prowadzi zajęcia, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. W English Lab kieruje się hasłem „Scientific approach to language” (naukowe podejście do języka).

– Wyróżnia nas przede wszystkim to, że podobnie jak Jose i Maribel, nie używamy podręczników. Myślałam, żeby w ten sposób prowadzić zajęcia jeszcze zanim wyjechałam do Country Cousins, natomiast doświadczenia zebrane tam i możliwość zobaczenia jak takie nauczanie wygląda w praktyce, jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że powinnam pójść tą drogą – przekonuje. Niedawno wprowadziła do swojej szkoły zajęcia na tabletach.

Dorota Giżyńska jest również fanką wykorzystywania różnego rodzaju gier do nauki języka. Od tych popularnych pokroju scrabble, po projektowane przez siebie gry językowe, które są dostępne na stronie internetowej English Lab. Jedną z nich zaprojektowała jeszcze podczas pobytu Country Cousins.

Dzięki doświadczeniom zebranym w Ilfracombe, przeprowadzonym rozmowom z nauczycielami, możliwości obserwowania ich podczas lekcji, Dorota Giżyńska zdecydowała się na prowadzenie w swojej szkole warsztatów doskonalących dla nauczycieli w swoim regionie.

Co właścicielce English Lab podoba się najbardziej w idei Erasmusa dla młodych przedsiębiorców? – Przede wszystkim to, że można sobie samemu wybrać hosta, ma się w tym duży udział i dzięki temu nie jest to przypadkowy proces. Kluczowe jest też ustalanie z hostem, czego wzajemnie od siebie oczekujemy – zwraca uwagę Dorota Giżyńska, dla której ogromnym plusem uczestnictwa w programie była też możliwość zapoznania się z inną kulturą pracy.

Grupa dorosłych pozuje do zdjęcia

– Uczestnictwo w programie Erasmus dla młodych przedsiębiorców otwiera oczy, poszerza horyzonty, pozwala zebrać doświadczenie i spojrzeć na pewne sprawy z zupełnie innej perspektywy. Nabrałam też pewności siebie na gruncie zawodowym. Dowiedziałam się co umiem, co robię dobrze, a czego nie umiem i nad czym powinnam popracować – mówi Dorota Giżyńska

To nie jedyne korzyści jakie Dorota Giżyńska odniosła z wyjazdu do Anglii w ramach programu. Zgłosiła się do niej znajoma, która planuje przysyłać do nauki angielskiego w English Lab uczniów z Maroka. – Dzięki mediom społecznościowym zauważono, że to co robiłam na Wyspach miało sens i było fajne, więc warto byłoby to przeszczepić na polski grunt – wyjaśnia.

Uczestniczka Erasmusa ma stały kontakt z właścicielami Country Cousins. Niedawno dostała od nich zaproszenie na tygodniowy pobyt w lecie, aby porobić trochę zdjęć. – Pozostaję również w stałym kontakcie z academic managerem. Mamy bardzo spójną wizję tego, jak powinno wyglądać nauczanie, dlatego wzajemnie się wspieramy i wymieniamy doświadczeniami. Myślimy też wspólnie z właścicielami Country Cousins o nawiązaniu relacji biznesowej, w ramach której wysyłałabym uczniów do szkoły w Ilfracombe – zapowiada.

Zdjęcie krajobrazu (Hiszpania)

Eryk Rutkowski

Centrum Rozwoju MŚP